Nałożyłam na siebie wyzwanie. Codziennie mam zapisywać jedną pozytywną sytuację/myśl/rzecz, która spotkała mnie danego dnia. Przez miesiąc.
I próbuję wymyślać.
I zamiast mnie to motywować, dołuje mnie to.
Wymówienie tęsknoty jak walka o życie. Krztuszenie się słowem i wymyślną figurą dźwięku. Przez gardło przeciska się bolesna głoska. Wypluwam ją wraz z nadmiarem śliny.
Imię moje ma tęsknota.
Przytulanie dni, odczuwanie wrażeń. Słuchanie, jak się przywiązujemy. Widzenie, że szczęście oddala mnie od siebie. Stopniowe rozbieranie się i składanie ciała na wzór prawdziwego człowieka. Bezwładne trafianie w Twoje ramiona. Inercja duszy. Zanikanie członków. Kurczenie.
Tak stałam się realna.